piątek, 6 grudnia 2019

Niemieckie fortyfikacje w okolicach Fromborka

Od kilku tygodniu próbuję napisać nowy tekst, w zasadzie nie jeden a nawet dwa lub trzy poruszający kwestię "Riese" czy też działalności służb wywiadowczych i jakoś mi to nie wychodzi. Choć wszystko zapowiada się bardzo dobrze bo są do przekazania ciekawe materiały oraz informacje to mniej więcej w połowie pisania dochodzi do mojego całkowitego zablokowania nie pozwalającego na złożenie choćby jednego składnego zdania, a co za tym idzie odłożenia nieukończonych publikacji na okres późniejszy. Zastanawiałem się co może być tego przyczyną i w końcu doszedłem do wniosku, że jedynym problemem jest fakt odkładania przeze mnie jeszcze od sierpnia materiału poruszającego zagadnienia związane z niemieckimi fortyfikacjami ulokowanymi nieopodal Fromborka, które miałem przyjemność eksplorować podczas tegorocznych wakacji. Rzeczywiście pisanie tego tekstu idzie mi znacznie łatwiej niż poprzednich, czuję to wręcz doskonale choć jest to dopiero trzecie zdanie tekstu dlatego opublikowanie będzie już tylko kwestią kilku najbliższych godzin,a wy czytając go staniecie się niejako świadkami tego, że w końcu udało mi się coś z siebie przelać na ekran komputera. Miło będzie również spojrzeć z perspektywy grudnia na okres wakacji i wrócić we wspomnieniach do gorących, letnich dni spędzanych w sierpniu nad Zalewem Wiślanym w tej niewielkim choć bardzo ważnym z historycznego punktu widzenia mieście jakim pozostaje Frombork. Niektórzy czytając ten tekst mogą stwierdzić co to za wielka eksploracja - ot dotarcie do kilku bunkrów okalających miasto - jednak w tym momencie wszystkim tak myślącym zadam pewne pytanie. Czy byliście kiedyś we Fromborku? Zapewne 95% odpowiedzi będzie przeczących, nie ma zresztą w tym nic dziwnego bo zarówno przed laty jak i teraz miasteczko to jest położone w tak ciekawym i dającym przez swój spokój miejscu, że ma się wrażenie jakby było na końcu świata.

Widok na fromborską katedrę z Wieży Radziejowskiego wraz z widocznym w oddali Zalewem Wiślanym, stan na sierpień 2019. 

Spójrzmy przez chwilę na Frombork pod kątem bardziej zamierzchłych czasów niż okres II Wojny Światowej kiedy miejsce to było znane przede wszystkim z funkcjonującej tu katedry, której kanonikiem był nie kto inny jak sam Mikołaj Kopernik. Według legendy miasteczko to miało powstać dzięki darowiźnie w postaci ziemi jaką to przekazała po przejściu na chrześcijaństwo wdowa po jednym z Pruskich przywódców plemiennych dla pierwszego biskupa warmińskiego - Anzelma. Od niej zresztą miasto to miało nosić swoją nazwę, Frauenburg czyli Frombork, nazywany również z łaciny przez warmińskich kanoników jako Castrum Dominae Nostrae co w wolnym tłumaczeniu oznacza Dom Naszej Pani nawiązywał nazewnictwem właśnie do owej wdowy. To jednak tylko legenda stworzona prawdopodobnie na potrzeby chrystianizacji plemion Pruskich zamieszkujących te ziemie natomiast faktem jest, że samo miasteczko zaczęło formować się w tym miejscu od 1278 roku, a nazwę przyjęło od patronki katedry - Najświętszej Maryi Panny. Co ciekawe miasto bardzo szybko stało się stolicą Warmii jednak ze względu na burzliwy okres w dziejach Europy dochodziło do jego wielokrotnych zniszczeń do których przyczyniali się Krzyżacy, Polacy czy nawet Czesi. Dzięki pokojowi toruńskiemu z 1466 roku Frombork ostatecznie trafił pod władanie Korony Królestwa Polskiego, na krótko po tym wydarzeniu w 1510 kanonikiem fromborskiej katedry został Mikołaj Kopernik, którą zarządzał aż do śmierci w 1543 roku. Co ciekawe to właśnie tutaj powstało dzieło jego życia - "De revolutionibus orbium coelestium", które odmieniło pogląd na ówczesną astronomię. Niestety w niecałe 230 lat po śmierci jednego z najwybitniejszych Polaków jakim pozostawał bez wątpienia Kopernik doszło do pierwszego rozbioru Polski przez co Frombork aż do 1945 roku pozostawał w Niemieckich rękach. Po zakończeniu II Wojny Światowej na mocy ustaleń "Wielkiej Trójki" w Teheranie Warmia, a także Mazury na powrót zostały wcielone do Polski stając się zresztą podobnie jak Dolny Śląsk tzw. "ziemiami odzyskanymi". Ciekawym pozostaje fakt, że zarówno jak na terenach nazywanych jeszcze do 1945 roku Niederschlesien tak samo na Warmii oraz Mazurach (wchodzących w skład niemieckich Prus Wschodnich - Ostpreußen) działalność poszukiwawczą prowadziło Przedsiębiorstwo Poszukiwań Terenowych.

Frombork i jego najbliższa okolica na niemieckiej mapie Messtischblatt z 1944 roku. Ciekawostką jest fakt, że zaznaczono na niej wzniesienie opisane jako "Teufels-B" związane bezpośrednio z książką "Pan Samochodzik i Zagadki Fromborka".

Niestety Frombork jak wiele innych miast w Polsce, w których wojska Niemieckie stawiały zacięty opór zostało w znacznym stopniu uszkodzone podczas działań wojennych Armii Czerwonej. Miasto to było jednak na tyle istotne dla powojennej propagandy ze względu na związki z Kopernikiem oraz zbliżającą się jego 500-setną rocznicą urodzin, że zdecydowano się na jego możliwie jak najszybszą odbudowę. Bardzo dużo wysiłku w przywróceniu miasta do porządku włożyli harcerze, którzy pojawiali się w nim podczas "Operacji 1001-Frombork" i brali udział w przeróżnych pracach porządkowych - jest to dość ciekawe zagadnienie dzięki, któremu prawdopodobnie po raz pierwszy usłyszałem o tym mieście ponieważ miałem okazję przeczytać o nim w komiksie Tytus kiedy to wspomniano na jego łamach o wyżej wspomnianej operacji harcerskiej. Dziś Frombork jest to bardzo spokojne miasteczko o prawach gminy. Nie dzieje się w nim zbyt wiele, nawet w najbardziej gorącym okresie wakacji nie uświadczymy dużych ilości turystów jednak posiada ono na tyle bogatą bazę noclegową czy też gastronomiczną, że bez problemu można przesiedzieć w nim nawet dwa tygodnie bez udawania się do pobliskich i większych miast jak chociażby Braniewo. W zdecydowanej większości pojawiający się tu wczasowicze korzystają z dobrodziejstwa fromborskiej plaży oraz zwiedzają miasto pod kątem Kopernika oraz górującej nad miastem katedry. Pojawiają się tam również miłośnicy Pana Samochodzika, gdyż do dziś można znaleźć w tym mieście wiele miejsc opisanych w książce autorstwa Zbigniewa Nienackiego opowiadającej o przygodach Pana Tomasza we Fromborku. Sam miałem okazję zwiedzić zarówno wszystkie miejsca związane z Kopernikiem, Panem Samochodzikiem, a także rozkoszowałem się pięknem muzyki organowej w katedrze. Miałem również przyjemność zwiedzić jedno z najciekawszych muzeów w jakim miałem okazję być, a myślę tutaj o fromborskim Muzeum Historii Medycy - gorąco polecam każdemu. Natomiast to jeszcze nie jest wszystko co Frombork ma do zaoferowania i oczywiście mowa tutaj o najważniejszych dla dzisiejszego tekstu miejscach jakimi są niemieckie obiekty fortyfikacyjne.

Znajdująca się u zbiegu ulic Rybackiej i Basztowej wieża będąca jednym z nielicznych przykładów budynków częściowo zachowanych, a następnie odbudowanych po 1945 roku. Porośnięty trawą plac jaki ją otacza był jeszcze w ostatnich dniach wojny pełen nieistniejących już dziś elementów zabudowy miejskiej. Stan na sierpień 2019. 

Jeśli mielibyśmy się zagłębiać w ich historię to w dużym skrócie można powiedzieć, że należą one do tej samej linii umocnień do jakiej możemy zaliczyć bunkry ulokowane na terenie Wału Pomorskiego czy też Międzyrzeckiego Rejonu Umocnionego oraz dalej w kierunku południowym na tzw. linii Odry. Powstały jeszcze przed wybuchem II Wojny Światowej, a ich głównym celem była obrona przed ewentualną agresją ze strony Polski. Oczywiście liczył się tutaj też ogromny aspekt propagandowy, w którym Hitler przedstawiany był jako obrońca Niemiec odgradzający całą III Rzeszę kordonem żelbetowych bunkrów dających poczucie bezpieczeństwa ówczesnym Niemcom. Jak już dziś wiadomo ich budowa w wojnie 1939 roku na niewiele się zdała gdyż tego typu obiekty militarne nie są w żaden sposób przydatne w sytuacji gdy samemu wyprowadza się atak czego dopuściły się wojska Rzeszy natomiast niektóre z tych konstrukcji i to ze szczególnym uwzględnieniem tych znajdujących się na Warmii w tym również we Fromborku okazały się bardzo przydatne podczas Operacji Wschodniopruskiej w 1945 roku. Choć samo miasto Kopernika znajdowało się niejako na zapleczu działań wojennych, a główne uderzenie wojsk sowieckich skierowano było na znajdujące się około 10 km dalej Braniewo to pomimo tego jak już wcześniej wspomniałem zostało ono w znacznym stopniu zniszczone. Samo Braniewo zaś stanowiło jeden z najważniejszych punktów na mapie strategicznej III Rzeszy i wchodziło w skład tzw. "Trójkąta Lidzbarskiego" - miejsca w którym skupione było aż 1100 bunkrów rozlokowanych od Zalewu Wiślanego do Lidzbarka Warmińskiego do, których zalicza się również fromborskie fortyfikacje. Próba zdobycia Braniewa rozbiła się o bardzo silną Niemiecką obronę przez co walki trwały blisko 2 miesiące. Samych żołnierzy Armii Czerwonej zginęło aż 21000, liczba żołnierzy niemieckich jest trudna do oszacowania jednak pewnym jest, że było ich znacznie więcej. Tylko w samych wodach Zalewu Wiślanego zginęło aż 50000 cywilów próbujących ratować swoje życie z kotła, w którym zostali zamknięci przez wojska Frontu Białoruskiego uciekający po lodzie w kierunku Mierzei Wiślanej. Niestety ze względu na wyjątkowo kruchy jak na tę porę roku lód dochodziło do jego pękania i pochłaniania w lodowatych odmętach tych nieszczęśników próbujących za wszelką cenę przetrwać te ostatnie i bardzo burzliwe dni wojny. W ostatecznym rozrachunku Braniewo zostało zniszczone aż w 80%, tak duże straty w zabudowie miasta były możliwe tylko i wyłącznie dzięki wykorzystaniu lotnictwa co było możliwe w skali masowej jak tylko Armia Czerwona zajęła Frombork otaczając Braniewo szczelnym pierścieniem wojska.

 Zarówno Rosjanie jak i Niemcy doczekali się swych miejsc upamiętnienia. Ci pierwsi w postaci cmentarza Żołnierzy Radzieckich w Braniewie oraz utrzymanego w duchu socrealizmu pomnika jaki się na nim znajduje, natomiast Ci drudzy w postaci pomnika upamiętniającego ofiary ucieczki przez Zalew Wiślany niosącego również przesłanie Polsko-Niemieckiego pojednania. Stan na sierpień 2019.

Po tych burzliwych wydarzeniach ze stycznia i lutego 1945 do dzisiejszego dnia w okolicach Fromborka zachowało się 14 bunkrów. Niektóre z nich zachowały się w dość dobrym stanie, inne natomiast zostały częściowo wysadzone. Jak łatwo można zauważyć do detonacji ładunków doszło w obiektach, których strzelnice skierowane zostały na wschód co wiązało się z rozkazem marszałka Rokossowskiego nakazującego wysadzanie tego typu obiektów fortyfikacyjnych. Osobiście nie dotarłem do wszystkich znajdujących się tam fortyfikacji choć wydaje mi się, że odszukałem te najciekawsze, a które przedstawię w dalszej części tekstu. Jeśli chodzi o ich rozlokowanie to zostały wybudowane w pobliżu dzisiejszej drogi nr 504 prowadzącej z Fromborka do Braniewa, a ich pierwsza linia powstała tuż przed Kanałem Kopernika (4 bunkry zachowane w dobrym stanie oraz jeden wysadzony) natomiast druga linia za korytem rzeki Bauda (5 wysadzonych bunkrów). Ze względu na bardzo trudny do zdobycia teren poprzecinany licznymi wąwozami było to prawdopodobnie najlepsze miejsce do ulokowania fortyfikacji w doskonały sposób broniących dojścia do Braniewa od tej strony. Poza dwiema liniami obiektów wyposażonych w karabiny maszynowe znajdowały się tam również schrony o charakterze wsparcia - prawdopodobnie dwa obiekty obserwacyjne, jeden artyleryjski uzbrojony w moździerz, a także położony najbliżej Braniewa schron dowodzenia. Analizę zachowanych w okolicach Fromborka obiektów zacznijmy od pierwszej linii wybudowanej przed Kanałem Kopernika zaczynając od południa w kierunku północnym.


Obiekt nr 1, wysadzony:
Położony jest na wzgórzu w pobliżu wybudowanego po II Wojnie Światowej ośrodka noszącego nazwę "Obóz Górników". Trudno powiedzieć o nim coś więcej poza tym, że siła wybuchu rozrzuciła fragmenty betonu w promieniu 50 metrów od miejsca gdzie pierwotnie został wybudowany. Widoczne do dziś betonowe schody obrócone siłą eksplozji pod ciekawie wyglądającym kątem. Przy wejściu do niego widoczne wielokolorowe przebarwienia z interesującą fakturą betonu nasuwającą na myśl, że został do niego przylepiony podczas zastygania materiał czy też bardzo drobna siatka, prawdopodobnie w barwach maskujących, która po latach uległa biodegradacji pozostawiając po sobie odcisk w betonie oraz przebarwienia.



Obiekt nr 2:
Schron karabinu maszynowego, zachowany w przyzwoitym stanie. W środku doskonale widoczne oryginalne napisy w języku Niemieckim odnoszące się do zasad bezpieczeństwa w związku z gazami uwalniającymi się podczas ostrzału prowadzonego z broni maszynowej. Nadmienię tutaj dość istotny szczegół odnoszący się do każdego ze znajdujących się w okolicach Fromborka schronów, że posiadały one własne systemu odprowadzania tychże gazów na zewnątrz obiektów. Nie było to jednak coś wyjątkowego ponieważ można się z tym również spotkać w Polskich schronach jakie można znaleźć chociażby na Górnym Śląsku. Poniższe zdjęcie z zewnątrz przedstawia bunkier od strony stanowiska strzelniczego.



Obiekt nr 3:
Stan zachowania podobny do obiektu nr 2, w środku widoczne dobrze zachowane napisy. Posiada jednak pewną różnicę w postacie wnęki znajdującej się przy dawnym wyjściu z obiektu (widoczna na zdjęciu). Fotografia z zewnątrz przedstawia bunkier od strony wejścia.



Obiekt nr 4:
Niestety uległ częściowej dewastacji - jego ściany zostały częściowo pokryte białą emulsją co doprowadziło do zasłonięcia oryginalnych napisów. Miało to za pewne na celu doprowadzenie do lepszego odbijania się światła w jego wnętrzu gdyż sądząc po wstawionym w miejscu strzelnicy oknie był on wykorzystywany przez jakiegoś bezdomnego jako mieszkanie. Ma on natomiast dwie zachowane do dzisiejszego rzeczy interesujące z punktu widzenia pasjonata. Jedną z nich są zamontowane w suficie oraz ścianach haki (widoczne na zdjęciu wnętrza), a także od strony wejścia do środka posiada on takie same przebarwienia oraz fakturę betonu jak ta widoczna na fotografii pierwszego, a wysadzonego schronu z linii Kanału Kopernika.



Ze względu na ograniczony czas musiałem zrezygnować z dotarcia do obiektu nr 5 jednak z posiadanych przeze mnie informacji wiem, że nie różni się on zbytnio od schronu nr 2 oraz nr 3. Przejdźmy teraz do fortyfikacji ulokowanych w linii rzeki Baudy, a dokładniej na jeden wysadzony choć zachowany we w miarę dobrym stanie obiekty, które według utrzymywanej numeracji powinny być oznaczone jako nr 7. Gwoli wyjaśnień warto tutaj nadmienić, że pozostałe obiektu o numerach 6, 8, 9 i 10 zostały doszczętnie zniszczone, a zachowały się po nich jedynie dziury w ziemi i kupy porozrzucanego dookoła betonowego gruzu, których pokazywanie nie miałoby tutaj najmniejszego sensu.


Obiekt nr 7:
Jedyny wart pokazania obiekt z linii bunkrów ulokowanych za rzeką Bauda. Pomimo wysadzenia widoczne są jeszcze jego ściany boczne, można również rozróżnić miejsce, w którym znajdowała się strzelnica oraz wejście do jego wnętrza. Brak jakichkolwiek napisów zachowanych nawet w stanie szczątkowym.



Pomimo tego, że umocnienia na linii Baudy nie zachwycają to co ciekawe w jej pobliżu, a w szczególności przy obiekcie nr 7 zachowały się w doskonałym stanie okopy, których dość wyraźnie zarysowaną linię możemy bez problemu śledzić praktycznie na całej długości.



Ze względu na kolejne ograniczenia czasowe musiałem zrezygnować z dotarcia do schronów obserwacyjnych, a także dowodzenia jednak pozostały mi czas zdecydowałem się w pełni wykorzystać na ostatni jednak nie najmniej ważny obiekt. Mowa tutaj oczywiście o schronie artyleryjskim położonym najbliżej drogi krajowej nr 504 na tzw. Bunkrowej Górce. O jego wyjątkowości świadczy nie tylko to, że jest jedynym i zarazem największym tego typu obiektem w okolicy, który pomimo wysadzenia stanowi nie lada atrakcję ale przede wszystkim czymś co go wyróżnia nawet od wszystkich innych niemieckich bunkrów - nawet w skali Europy - to jego numer. Gwoli wyjaśnienia każda Niemiecka fortyfikacja posiadała swoje specyficzne oznaczenie wyrażane jako pochodzący od słowa Panzerwerk skrót "Pz.W." oraz przynależący do danego obiektu numer. I tak na przykład na terenie Międzyrzeckiego Rejonu Umocnionego występują obiekty takie jak np. Pz.W. 875, Pz.W. 717 czy też Pz.W. 694. Idąc dalej na terenie Wału Pomorskiego mamy natomiast obiekty o numeracji Pz.W. 996 czy Pz.W. 991, a wracając z powrotem do Fromborka obiekt, którego zdjęcia zamieszczam poniżej będący schronem artyleryjskim posiadał oznaczenie Pz.W. 1. Niby nic wielkiego ale znalezienie się w obiekcie będącym według Niemieckich oznaczeń pierwszym obiektem typu Panzerwerk to dość ciekawe uczucie zachęcające wręcz do wyruszenia szlakiem pozostałych umocnień dziś znajdujących się już w granicach Polski. Co do jego konstrukcji można stwierdzić, że był to obiekt dwupoziomowy uzbrojony w forteczny i zarazem automatyczny granatnik moździerzowy typu M19 Maschinengranatwerfer o kalibrze 40 mm po którym do dzisiejszego dnia zachowała się we wręcz doskonałym stanie kopuła produkcji firmy Krupp. Niestety w jego wnętrzu brak jakichkolwiek śladów po oryginalnie mających się tam znajdować napisach, trudno również rozróżnić poszczególne pomieszczenia ponieważ strop obiektu został odrzucony siłą wybuchu i leży oddalony o kilka metrów od niego. Eksplozja uszkodziła również większość wewnętrznych ścian działowych.




Jeśli chodzi o fortyfikacja z Fromborka to niestety już wszystko, chciałbym jednak gorąco zachęcić czytelników aby w wolnej chwili będąc w Gdańsku czy też w drodze z Wilczego Szańca zajrzeli do dawnej stolicy Warmii w celu zapoznania się z przedstawionymi tu dziś obiektami. Jeśli nie przekonują Was zachowane żelbetowe konstrukcje to pomyślcie o obiekcie Pz.W. 1 - świadomość tego robi naprawdę duże wrażenie gdy staniemy koło tej wysadzonej konstrukcji i pomyślimy sobie, że posiada on możliwie najniższy numer pośród wszystkich Niemieckich fortyfikacji. Ze swojej strony dodam jeszcze, że do świąt nie będzie kolejnych materiałów ponieważ w międzyczasie pracuję nad reaktywację pewnego cyklu jaki na łamach tego bloga miałem już okazję zapoczątkować. Myślę, że będzie bardzo ciekawie - szczególnie z perspektywy Wigilii Bożego Narodzenia kiedy to zostanie opublikowany. Do następnego!

poniedziałek, 4 listopada 2019

Kryptonim Birkenwald, leśna kwatera Himmlera

Aby sprawnie zarządzać operacjami wojskowymi bez wątpienia potrzebna jest doskonale przygotowana na te potrzeby kwatera dowodzenia, miejsce to powinno być wyposażone we wszelkie możliwe udogodnienia istotne nie tylko z punktu widzenia militarnego w postaci najnowszych zdobyczy techniki ułatwiających gromadzenie informacji, systemu łączności czy też ochrony obiektu ale również te poprawiające warunki pracujących w nich ludzi. To właśnie człowiek poddany dużemu stresowi związanemu z odpowiedzialnością za wydawane rozkazy oraz tworzone plany prowadzenia operacji wojennych we wszelakich sztabach poddany silnej presji najczęściej może zawieść dlatego tego typu obiekt powinien również posiadać różnego rodzaju udogodnienia ułatwiające pracę po której również powinien mieć szansę na odprężenie i relaks. Niejako przekonaliśmy się o tym jako Polacy we wrześniu 1939 roku kiedy to w znajdującym się przy ul. Rakowieckiej w Warszawie schronie przeciwlotniczym użytkowanym przez jakiś czas jako sztab dowodzenia Marszałka Rydza-Śmigłego ze względu na brak czasu nie zainstalowano w pełni systemu wentylacyjnego. Proszę sobie wyobrazić stłoczonych w przestrzeni o stosunkowo niewielkiej kubaturze ludzi ociekających potem mających w wielkim stresie podejmować czasem kluczowe decyzje dla obrony II RP przed atakującymi wojskami Niemieckimi. To nie mogło się dobrze skończyć, nie twierdzę jednak, że gdyby system ten został zainstalowany to losy wojny obróciłyby się o 180 stopni będę natomiast obstawać przy tym, że być może wyższy komfort pracy przełożyłby się na wyższej jakości rozkazy tworzone w oparciu o dynamicznie zmieniającą się sytuację na froncie. Skoro jesteśmy już przy przykładzie odnoszącym się do II Wojny Światowej to warto również sięgnąć po inne exempla z tego okresu, odnoszące się do Niemieckich wojsk okupacyjnych - tych nawet nie trzeba szukać jakoś specjalnie daleko. Na samym terenie obejmującym obszar Polski po 1945 roku możemy znaleźć aż cztery kwatery dowodzenia Hitlera w postaci Anlage Nord ("Wilczy Szaniec" w Gierłoży), Anlage Mitte (kompleks schronów kolejowych w miejscowości Konewka oraz Jeleń wraz z ich okoliczną infrastrukturą) oraz Anlage Süd (kolejny schron kolejowy znajdujący się na obecnym Podkarpaciu). Powyższe sztaby dowodzenia można uznać za pewne, natomiast czwarty z nich, za który uznaje się kompleks "Riese" ze szczególnym uwzględnieniem Książa w moich oczach już taki pewny nie jest. Nie chciałbym jednak zamieniać tego tekstu w publikację mającą poruszać kwestię czym mogło być "Riese" bo to ani nie czas, ani nie miejsce. Dla ciekawych jednak moich przemyśleń dopowiem, że uznaję iż mogła być to jedna z FHQ (Führerhauptquartier - kwatera główna Führerha) jednak w typie jakiej ówczesny świat jeszcze nie widział, a w pełni wizję tę zrealizowali dopiero amerykanie budując wykuty w górze Cheyenne kompleks, do którego powstania zainspirowani zostali przez Niemieckie prace nad obiektami w Górach Sowich. Nie zmienia to jednak faktu, że wyżej wymienione kwatery dowodzenia były pod każdym względem doskonale wyposażone (lub dopiero miały być jeśli mówimy tutaj również o "Olbrzymie"), a co za tym idzie zapewniały swym użytkownikom doskonale przygotowane miejsca pracy oraz odpoczynku.

Ostatni z zachowanych po dziś dzień drewnianych baraków wchodzących w skład ulokowanej nieopodal Prenzlau kwatery dowodzenia SS - Birkenwald. Pomimo tego, że jest to już jedyny obiekt jaki możemy znaleźć w tym miejscu to równocześnie możemy uznać go za ten najważniejszy ponieważ był on przeznaczony dla Reichsführera-SS, Heinricha Himmlera. Stan na styczeń 2019.

Nieco odmiennym miejscem od powyżej wspomnianych, a wykonanych ze zbrojonego betonu czy tez wykutych w skałach sztolni była kwatera SS o nazwie Birkenwald, która powstała w 1944 roku na terenie lasów otaczających niemieckie miasto Prenzlau. Gdy dotarłem tam w styczniu 2019 roku moim oczom ukazał się jedyny z zachowanych po dziś dzień obiektów w postaci drewnianego baraku jednak było to czego się spodziewałem, a ponadto wiedziałem już, że był to najważniejszy budynek wchodzący w skład kwatery dowodzenia SS gdyż przeznaczony był dla Himmlera. Muszę jednak szczerze powiedzieć, że zanim wyruszyłem w teren wykonałem rozeznanie w dostępnych mi materiałach na temat obiektu, o którym słyszałem ale prawdę mówiąc nigdy jakoś specjalnie się nie interesowałem. Traf chciał, że na krótko przed wyjazdem do Prenzlau odnalazłem w swym archiwum zalegające od przynajmniej 2 lat niemieckie dokumenty związane z tym miejscem. Jakże wtedy się zdenerwowałem, że temat ten traktowałem po macoszemu tym bardziej, że to właśnie w Birkenwald Himmler podjął w dniu 30 marca 1945 decyzję o wysadzeniu zamku Wewelsburg... ale zacznijmy od początku czyli od czasów kiedy zdecydowano się na ulokowanie kwatery SS właśnie w tym miejsc, natomiast do historii łączącej "niemiecki Camelot" z leśnym sztabem SS wrócę jeszcze w niedalekiej przyszłości na łamach cyklu "Wewelsburg - nazistowski Watykan". 

Fotografia, na której się wzorowałem wykonując własne, już zamieszczone w tekście zdjęcie ze stycznia 2019 roku przedstawiająca barak Himmlera w 50-tych latach XX wieku. (źródło: Der Spiegel, archiwum autora).
 
Dlaczego zdecydowano się właśnie na okolice Prenzlau przy wybieraniu miejsca pod leśną kwaterę Himmlera? Przemówiły za tym przede wszystkim cztery czynniki - nieduża odległość od Berlina (około 115 km) będąca jednocześnie na tyle daleka aby zapewnić bezpieczną pracę sztabu pomimo alianckich bombardowań stolicy Rzeszy, dostępność linii kolejowej, lotniska oraz doskonałych dróg (w szczególności drogi noszącej wtedy nazwę Reichstrasse 109, a dziś B109). Nie będę tutaj rozpisywać się nad równie istotnymi jednak już bardziej oczywistymi czynnikami jak nie rzucająca się w oczy dla obcego wywiadu okolica lub doskonała osłona jaką dawała otoczona lasem polana - te zweryfikował już czas i wydają się być niekwestionowalne skoro Himmlerowi udało się tam bezpiecznie pracować przez kilka miesięcy podczas których nie doszło nawet do jednego nalotu bombowego. Trzeba tu podkreślić, że kompleks ten co może wydawać się dziwne nie posiadał schronów przeciwlotniczych, a przynajmniej nic mi o takich nie wiadomo. Potwierdzenia obecności tego typu obiektów nie znajduję również w posiadanej niemieckiej dokumentacji odnoszącej się do kompleksu baraków dlatego przypuszczam, że Himmler był tak pewien znalezionego przez siebie miejsca iż osobiście zdecydował z charakterystyczną dla niego nonszalancją, że ich budowa nie będzie konieczna. Kluczowym dowodem świadczącym o tym jak ważnym zadaniem dla SS było pozyskanie bezpiecznego stanowiska dowodzenia pozostaje fakt, że za wybranie lasu nieopodal Prenzlau odpowiadał sam Himmler, który dokładnie w dniu 6 lipca 1943 roku w związku z nasilającymi się bombardowaniami alianckimi nad Rzeszą postanowił osobiście odnaleźć spełniające powyższe warunki miejsce, którym okazała się niewielka leśna osada Brikenhain. Od tego momentu ruszyła machina mająca na celu przygotowanie terenu pod budowę baraków oraz całego zaplecza - zarówno socjalnego jak i technicznego kwatery Birkenwald, której nazwa nawiązywała do sąsiadującej z nią osady. Oczywiście wszystkie prace prowadzono w pełnej tajemnicy, a sama nazwa obiektu Birkenwald stanowiła kolejny, doskonały sposób maskowania obiektu przed oczami obcego wywiadu gdyż była na tyle nieprecyzyjna, że można było ją łączyć z setkami miejsc gdzie rósł brzozowy las (po Polsku Brikenwald oznacza brzozowy las). Wykazano się wtedy również ciekawym posunięciem niekoniecznie zgodnym ze stereotypem mówiącym, że Niemcy mogą robić wszystko byle tylko zgodnie z prawem. Otóż prace budowlane rozpoczęto niejako nielegalnie bo na miesiąc przed podpisaniem umowy z miastem Prenzlau mającej na celu wydzierżawienie terenu dla SS.

Główny pomysłodawca budowy kwatery Birkenwald koło Prenzlau, Reichsführer-SS Heinrich Himmler na obrazie autorstwa Conrada Hommela znajdującego się pierwotnie w zbiorach wrocławskiej ekspozycji artystycznej SS. Powyższa reprodukcja pochodzi  z wydawanego dla członków Schutzstaffel periodyku "SS Leithefte", nr 10/1944 (archiwum autora).

Jak można było się domyślić prace budowlane były prowadzone przez więźniów obozów koncentracyjnych, w tym przypadku wykorzystano ludzi osadzonych w KL Ravensbrück. Na początkowym etapie prac budowlanych ze względu na niezbyt dużą liczbę robotników przymusowych przysłanych na plac budowy stanowiska dowodzenia SS zdecydowano się na ulokowanie ich w dwóch dawnych wozach cyrkowych ustawionych na parkingu hotelu oddalonego o około 6 km od powstającej kwatery. Do czasu aż liczba ludzi wykorzystywanych do niewolniczej pracy nie przekraczała 300 osób dowożono ich na miejsce pracy i z powrotem do zaimprowizowanego obozu za pomocą ciężarówek jednak zaprzestano tego ze względów ekonomicznych. Dla ograniczenia kosztów związanych z utrzymaniem więźniów utworzono również specjalnie na potrzeby powstającego kompleksu Birkenwald oddalony o dwa kilometry obóz pracy przymusowej Hindenburg, w którym przebywali Polacy, Rosjanie, Francuzi, Holendrzy, a także Niemcy podzielenia na dwa komanda. Pierwsze z nich skupiało niewykwalifikowanym robotników wykonujących najcięższe prace związane z plantowaniem terenu, budową dróg, kopaniem rowów pod instalacje kanalizacyjne itp., natomiast w drugim znajdowali się robotnicy wykwalifikowani - stolarze, murarze, dekarze, ogrodnicy, malarze czy elektrycy. Bez względu na przydział do komanda ludzie pracujący przy budowie kwatery Himmlera byli wykorzystywani ponad swoje siły pracując po kilkanaście godzin dziennie przez 7 dni w tygodniu.

 
Ostatni zachowany na terenie dawnej kwatery Himmlera z okolic Prenzlau schron dla wartowników typu "Einmannbunker", stan na styczeń 2019.

Co ciekawe pojawia się tutaj pewna analogia do obozu pracy Niederhagen wybudowanego na potrzeby zamku Wewelsburg związana z reakcją Niemieckiej ludności na ulokowanie w ich sąsiedztwie tego typu placówki. Mieszkańcy Hindenburg (dziś Lindenhagen) jak również Niederhagen byli bardzo tym faktem niezadowoleni, ale nie ze względu na brak poszanowania godności człowieka ze strony SS-manów tylko właśnie dlatego, że ciągłe hałasy powodowane biciem ludzi zakłócały ich spokojny sen. Przenieśmy się teraz do września 1944 roku kiedy rozpoczęto budowanie instalacji pod najnowsze systemy łączności pozwalające na szybki i bezpieczny kontakt z Berlinem oraz wszystkimi frontowymi dowództwami SS. W tym okresie wykonano również ogrodzenie obiektu, ustawiono wykonane z prefabrykatów betonowe schrony typu "Einmannbunker" przeznaczone dla wartowników oraz rozpoczęto usypywanie wałów ziemnych dookoła już częściowo osadzonych poniżej powierzchni gruntu budynków mających na celu pochłanianie fali uderzeniowej na wypadek bombardowania. Na budynku koszarowym znajdującym się przy kasynie posłużono się podobną techniką jak w przypadku zabudowań D.A.G. z Ludwikowic Kłodzkich czy też Bydgoszczy polegającą na zasadzeniu w specjalnie do tego przystosowanych dachach drzew dających doskonałe maskowanie przed przelatującymi samolotami.

Sposób osadzenia budynku w wale ziemnym na przykładzie znajdującego się w kwaterze Birkenwald baraku łączności wraz z rzutem pomieszczeń (źródło: NARA, archiwum autora).

Pozostając jeszcze przy kwestiach związanych z budową obiektu w zasadzie mówi się tylko i wyłącznie o robotnikach przymusowych wykorzystywanych przez SS zapominając, że w tym zbrodniczym procederze nie brała udziału tylko i wyłącznie ta formacja ale również prywatne firmy kierujące pracą więźniów. Jest to jakby nie patrzeć kwestia oczywista ale często pomijana nie tylko w kontekście kwatery Birkenwald ale również gdy mówimy o Riese, Jonastal, Dorze itd., a to właśnie bez fachowców z firm prywatnych wykonywanie tego typu prac byłoby praktycznie niemożliwe. Nie piszę tego jednak dlatego, że w jakiś sposób chciałbym tutaj twierdzić iż Ci przebywający w obozach koncentracyjnych ludzie nie byliby w stanie wykonywać tych prac samodzielnie, raczej chciałbym zwrócić uwagę, że nie tylko organizacje państwowe III Rzeszy były winne ich cierpieniu ale również współodpowiedzialność ponoszą prywatne firmy związane z realizacją projektów budowlanych na rzecz Niemiec. Oczywiście w wielu przypadkach bardzo trudno jest ustalić nazwy tych firm wykonujących usługi budowlane jednak w tym przypadku dzięki zachowanej dokumentacji mogę z całą pewnością podać nazwę jednego przedsiębiorstwa biorącego udział w budowie obiektu Birkenwald, którym była firma Jahn z siedzibą w Prenzlau. Z kontekstu wykorzystania nazwy tej firmy można wywnioskować, że to właśnie ona była odpowiedzialna budowę budynku wartowni, ale to nie jedyna cenna informacja. Rysuje nam się również pewna niekompetencja Himmlera oraz ludzi z nim związanych, a odpowiedzialnych za budowę leśnej kwatery. Spójrzmy jednak najpierw na dokument w tłumaczeniu, który ze względu na rozmycie niektórych słów był stosunkowo trudny do przeniesienia na język Polski. Poniżej przetłumaczonego tekstu zamieszczam oryginalny dokument do wglądu. 

Sztab osobisty Reichsführera-SS
23.01.1945
Do kierownictwa budowy Waffen-SS i Policji
Birkenwald
W dniu 20.01 rozmawiałem z Untersturmführerem-SS Rappem, że kierownictwo budowy Birkenwald dokonuje instalacji baraku przeznaczonego dla awaryjnego systemu zasilania oraz przeprowadza wszelkie niezbędne czynności do uruchomienia obiektu.
Montaż wartowni z części baraków koło rozwidlającego się wjazdu jest niekorzystny. Otwarty pole naczółka na dole posterunku wartowniczego osadzonego na słupach wygląda następująco:
Ściana szczytowa będzie wystawać ponad elementy baraku o co najmniej 1,20 - 1,40 m. po przeniesieniu naczółka na pale w prostej formie.
Podział odległości pomiędzy słupami oraz wdrożenie platform na słupach zależy od szerokości baraku. Udźwig słupów będzie klasyfikowany zgodnie z charakterem prac. Otwarta przestrzeń dachu zostanie otrzymana dzięki zastosowaniu legarów oraz desek rozporowych.
Ważne jest aby zwracać uwagę na dostęp po prawej i lewej stronie został właściwie zachowany dla schodków i prawidłowego ich wykorzystania.
Rzut poziomy wartowni jest już wykonany, jednak jego rozmiar jest zgodny z rozmiarem części baraków.
Postawienie słupów  pod te naczółki zleciłem firmie Jahn z Prenzlau. 
Rysunek budynku wartowni znajduje się już w firmie Jahn z Prenzlau, koniecznym jest natychmiastowe skontaktowanie się z nimi w celu konsultacji.
Kierownik urzędu Monachium
[podpis oraz imię i nazwisko nieczytelne - przypis autora]
Sturmbannführer-SS

 Uprzednio przetłumaczony dokument w oryginale (źródło: NARA, archiwum autora).

Wspomniana przeze mnie niekompetencja odnosiła się oczywiście do zawartej w dokumencie informacji o zleceniu budowy baraku przeznaczonego na agregaty do awaryjnego zasilania polowej kwatery Birkenwald. Można by powiedzieć budynku oczywistego choć pomiętego w pierwotnych planach budowy, a należy tutaj spojrzeć na datę napisania powyższego pisma jaką był 23 styczeń 1945 roku i pamiętać, że owa kwatera była w użyciu już częściowo od późnej jesieni 1944 roku. Tak istotne niedociągnięcia mogłyby doprowadzić do wielu problemów na wypadek awarii głównego zasilania i nie licują z ogólnie utartą opinią o niemieckiej solidności jednak sprawa staje się jasna gdy weźmiemy pod uwagę, że to właśnie znany ze swej nonszalancji (a nawet powiem więcej - ignorancji) Himmler był odpowiedzialny za budowę kompleksu nieopodal Prenzlau. Aby nie być całkowicie gołosłowny podam inny, przychodzący mi jako pierwszy przykład jego niekompetencji, którą wykazał się już w 1933 roku kiedy bez jakiegokolwiek weryfikacji przyjął w szeregi swojej organizacji człowieka o wyraźnych problemach psychicznych - Karla Marię Wiliguta. Nie popadając jednak w dygresję skupmy się na konkretach, mianowicie na drugim zachowanych liście będącym tym koniecznym i pilnym kontaktem z firmą Jahn. Został on wystosowany w dniu 24 stycznia 1945, a jego treść brzmiała w następujący sposób:

24.01.1945
Do firmy Jahn
Prenzlau
Kietzstrasse 38
Na podstawie mojego listu z dnia 18 stycznia 1945 oraz rozmów telefonicznych bierzemy na siebie przygotowanie bram wejściowych z rysunku nr 5 w Birkenwald. Zlecenie budowy budynku wartowni i sauny nie pozostaje już niemożliwe do wykonania.
W zlecenie wykonania budynku wartowni dobudowanego do otwartego naczółka z części baraku należy zostawić wolną przestrzeń na głębokości 1,20-1,40 m. Ten układ dachu powinien dać otwarte pole przez co na rysunkach budynku wartowni przedstawiono prostą formę słupków. 
Proszę Państwa aby przygotowanie słupków było wraz z ich osadzeniem było główną sprawą wykonaną dla kierownictwa budowy Waffen SS i Policji Birkenwald.
Kierownik urzędu Monachium
[podpis oraz imię i nazwisko nieczytelne - przypis autora]
Sturmbannführer-SS.

 Wystosowany do firmy Jahn list dotyczący budowy kwatery Birkenwald (źródło: NARA, archiwum autora).

Niestety jest to jedyna zachowana korespondencja pomiędzy firmą Jahn, a SS jednak nawet tak niewielka ilość materiałów pozwala nam wywnioskować, że chociażby baraki na terenie Birkenwald powstawały z uprzednio przygotowanych prefabrykatów co jest dość interesującą formą budowy tego typu obiektów. Bardzo przydatny w przedstawionym liście okazał się również adres firmy z Prenzlau biorącej udział w projekcie budowlanym kwatery dowodzenia, którego nie omieszkałem zweryfikować. Niestety obecnie przy Kietzstrasse 38 znajduje się już nowy budynek, w którym siedzibę ma firma z branży doradztwa podatkowego. Analizując treść korespondencji możemy również zauważyć, że pomimo tego iż obiekt był już w użyciu to cały czas trwały w nim przeróżne prace budowlane włącznie z konstruowaniem bram czy też wartowni. Osobiście zwróciłem uwagę także na to, że miał się tam znaleźć budynek sauny co jakoby potwierdza moje dywagacje ze wstępu na temat konieczności wyposażenia tego typu placówki we wszelakie udogodnienia pozwalające na odstresowanie się po ciężkiej pracy w ekstremalnie stresujących warunkach. Na brak tych "doskonałych warunków" nie musiał również narzekać sam Himmler, w przeznaczonym dla niego baraku znajdowało się kilka łazienek oraz salonów, ponadto posiadał on przeznaczone tylko dla niego centralne ogrzewanie z kotłownią ulokowaną w piwnicy, która zresztą zachowała się do dzisiejszego dnia w niezmienionym kształcie. Koszt jego budowy wynosił bagatela 930000 Reichsmarek. Poza nim na terenie kwatery dowodzenia znalazło się 20 innych baraków oraz budynków, wybudowanych na terenie o powierzchni 29 km2. Choć ogrom tej placówki nawet dziś robi wrażenie to trzeba pamiętać, że nie szedł on w parze z jakością planowania jego budowy - ciągle wydłużające się prace budowlane oraz podstawowy błąd w postaci nie zbudowania baraku przeznaczonego na generatory zasilania awaryjnego nie mogły wróżyć nic dobrego.

Od lewej: główny korytarz w dawnym baraku Himmlera (dziś nie ma już praktycznie śladu po zainwestowanych w niego 930 tysiącach Reichsmarek) oraz piece centralnego ogrzewania ulokowane w piwnicy. Stan na styczeń 2019. 

Problemów zresztą nie brakowało też na innym polu, III Rzesza w owym okresie chyliła się już ku upadkowi dlatego też do opóźnień dochodziło również ze względu na brak surowców potrzebnych do budowy kwatery. Odzwierciedlenie tej sytuacji możemy znaleźć w zamieszczonej już w tym tekście korespondencji gdzie czytamy o wykorzystaniu już istniejących drewnianych prefabrykatów pozostałych po stawianiu baraków na rzecz powstającej wartowni. Pomimo tego udało się jakoś dokończyć prace budowlane i w dniu 1 lutego 1945 roku do Birkenwald w swym specjalnym pociągu "Steiermark" przybył Himmler aby dowodzić działaniami grupy armii "Wisła" (Heeresgruppe Weichsel). W międzyczasie sytuacja na froncie wschodnim załamała się już całkowicie, oddziały Armii Czerwonej coraz bardziej zbliżały się do serca III Rzeszy, a zadanie postawione Heeresgruppe Weichsel mające na celu rozbicie wojsk przeciwnika na linii Odry stawało się już praktycznie niemożliwe do wykonania. Przyczyniła się do tego nie tylko niekompetencja Himmlera ale również fakt, że armia ta składała się głównie ze słabo wyszkolonych jednostek Volkssturmu oraz już wcześniej częściowo rozbitych na wschodzie armii Rzeszy (2, 9 i 11). Ostatecznie Himmler został zwolniony ze stanowiska dowodzenia armią w dniu 20 marca 1945 roku, a jego miejsce zajął Gotthard Heinrici. Nadmienię tutaj, że pomimo tego iż szef SS został zdjęty ze stanowiska głównodowodzącego armii "Wisła" pozostał na terenie Birkenwald przynajmniej do dnia 30 marca 1945. Ze względu na dalsze klęski do jakich dochodziło na froncie wschodnim oraz coraz bardziej zbliżającymi się wojskami radzieckimi w dniu 26 kwietnia 1945 zdecydowano się na ewakuację kwatery Birkenwald. Pozostali w obozie robotnicy przymusowi zostali zmuszeni do odbycia "marszu śmierci" podczas którego wielu z nich zginęło w drodze do Ravensbrück.

Plan spotkań Himmlera w jego trzecim dniu pobytu na terenie kwatery Birkenwald. Interesujące są nocne godziny spotkań świadczące o tym, że najwięcej czasu na pracę poświęcał po zachodzie słońca (archiwum autora).
 
Choć w moich zasobach znajduje się jeszcze spora ilość innych dokumentów związanych z kwaterą Birkenwald to ze względu na ich charakter przytaczanie ich tutaj w całości nie miałoby najmniejszego sensu. Pośród nich można znaleźć chociażby zlecenie datowane na dzień 2 lutego 1945 roku dotyczące pilnego przysłania 50 sztuk amunicji kalibru 7,65 mm do pistoletu Walther PPK potrzebnych SS-Sturmbannführerowi Friedrichowi ze względu na to, że pozostało mu już tylko 7 nabojów. Jest to oczywiście bardzo ciekawy wątek jednak związany jest raczej z tematyką coraz bardziej pogarszającego się stanu niemieckiej armii. Ze względu na to, że w przedstawianym tu rysie historycznym obozu zatrzymaliśmy się na etapie ewakuacji placówki musimy w tym momencie przejść do jego powojennej historii, która na dobre rozpoczyna się w 1946 roku. Pewnym jest natomiast, że po wkroczeniu wojsk Armii Czerwonej do Prenzlau kwatera została zajęta wykorzystana  na ich potrzeby, nie wiadomo jednak co sowieci zastali na miejscu po ucieczce wojsk niemieckich oraz w jaki sposób wykorzystali znajdujące się tam baraki. W tym wypadku wykluczone jest jednak zajęcie obiektu Birkenwald przez Armię Czerwoną na dłuższy okres czasu (czego przykładem jest choćby przejęcie klasztoru w Lubiążu lub szpitala w Legnicy) gdyż to właśnie jeszcze w 1946 trzy baraki posłużyły jako miejsce odbywania kwarantanny w Powiecie Prenzlau dla uchodźców z obozów koncentracyjnych i obozów pracy powracających do swych krajów. Choć pierwotnie zakładano, że pomieści on 450 osób to ze względu na coraz większy napływ ludzi ulokowano tam aż 600 uchodźców. Niestety Ci biedni ludzie niejako wpadli z deszczu pod rynnę ponieważ opuszczając swe dotychczasowe miejsca pobytu gdzie warunki higieniczne były fatalne zostali osadzeni w miejscu gdzie wcale nie było lepiej. Brakowało tak podstawowych rzeczy jak pralni, toalet czy pryszniców (te prawdopodobnie zostały zdemontowane przez stacjonującą tam Armię Czerwoną), dochodziło również do problemów związanych z koniecznością wyżywienia tak dużej ilości ludzi przez co przebywający tam uchodźcy zostali niejako zmuszeni do zachowywania się w taki sam sposób jak w obozach zagłady - praktycznie każdy martwił się tylko o siebie i szukał sposobu na przetrwanie w tak trudnych warunkach.

Plan kwatery dowodzenia Birkenwald w części gdzie znajdował się barak Himmlera oznaczony na rysunku jako "R-Bar." od Reichsführer Baracke (źródło: NARA, archiwum autora).

Ostatni uchodźcy z niemieckich obozów koncentracyjnych opuścili obóz w 1947 roku jednak jeszcze podczas ich obecności w tym miejscu niektóre z baraków zostały zdemontowane i sprzedane. Niektóre z nich zostały ponownie zmontowane na terenie powiatu Prenzlau gdzie po odpowiednim przerobieniu służyły jako budynki mieszkalne. Niestety nie udało mi się natrafić na jakikolwiek ślad ich obecności, oczywiście zakładając, że przetrwały do dzisiejszego dnia. Rozbiórka blisko 20 budynków nie zajęła zbyt wiele czasu bo już w 1956 roku na terenie dawnej kwatery Himmlera zachowały się tylko dwa baraki przejęte przez okręgowy szpital w Prenzlau, jednym z nich był zachowany do dziś jako ostatni barak R. Urządzono w nim filię oddziału chorób wewnętrznych gdzie prowadzono zajęcia rehabilitacyjne dla osób chorych na gruźlicę, trafiali tam również ludzie z problemami sercowymi, którzy w spokojnej leśnej okolicy mogli się całkowicie zrelaksować z dala od niewskazanego dla nich stresu. Natomiast w drugim, a dziś już nie istniejącym baraku został ulokowany personel sanatorium. Po 10 latach funkcjonowania sanatorium zostało zlikwidowane, przyczyniła się do tego przede wszystkim rozbudowa szpitala w Prenzlau, a także konieczność przeprowadzenia rozbudowy dawnych baraków, która była po prostu nierentowna. Dwa pozostałe baraki nie zostały jednak uznane za pustostany gdyż jeszcze w 1964 roku rada ministrów NRD zdecydowała się na postawienie nowego budynku dla fabryki armatury w Prenzlau, którego budowa trwała właśnie m.in. w 1966 roku. Wiązało się to z napływem robotników do miasta, a ze względu na problemy mieszkaniowe spowodowane działaniami wojennymi zdecydowano się na zakwaterowanie ich w pozostawionych przez szpital barakach z kwatery Birkenwald. Warto tutaj nadmienić, że pośród robotników znaleźli się również stażyści z tzw. "bratnich krajów socjalistycznych" jak Wietnam, Kuba, Kambdża czy Kongo.

Znajdująca się na tyłach dawnego baraku Himmlera betonowa konstrukcja śmietnika oraz drewniana szopa nie mają żadnego związku z drugowojenną historią obiektu, a są pozostałością po jego powojennych użytkownikach. Stan na styczeń 2019. 

Socjalistyczne władze Niemiec (mam tutaj na myśli powojennych socjalistów-internacjonalistów, a nie narodowych socjalistów) korzystały z dawnej kwatery Himmlera praktycznie od lat 50-tych, aż do upadku Muru Berlińskiego wykorzystując go na przeróżne sposoby poddając dawny barak Himmlera różnym modernizacją (warto porównać sobie dwie pierwsze fotografie przedstawiające współczesny wygląd baraku z tym widocznym na fotografii z lat 50-tych). Nie wspomniałem o tym wcześniej w tekście jednak obiekt ten doczekał się również dość niesmacznego z mojego punktu widzenia sposobu wykorzystania już w 1953 roku na potrzeby letniego obozu dla dzieci. Miejsce do niedawna zajmowane przez jednego z największych zbrodniarzy w dziejach ludzkości wybrzmiewało wtedy dziecięcym śmiechem młodych Niemców... no cóż, jak widać można i tak. Tradycje obozów letnich w dawnej kwaterze SS powróciły w 1983 roku i na te potrzeby służył już do końca istnienia NRD. Dopiero w latach 90-tych XX wieku gdy już ostatni zachowany barak stał opustoszały zainteresował się nim konserwator zabytków, który zainicjował debatę na temat tego czy obiekt ten stanowi ważne z punktu widzenia historycznego miejsce. Ze względu na to, że przetrwał on do dzisiejszego dnia można uznać, że przejęty w 1995 roku przez miasto Prenzlau barak został jednak uznany za miejsce warte zachowania oraz uznany został za miejsce pamięci ofiar III Rzeszy. Pojawiły się natomiast problemy związane z koniecznością zabezpieczenia terenu zapobiegając w ten sposób ewentualnym pielgrzymkom neonazistów. Co charakterystyczne dla regionu wschodnich Niemiec miasto nie miało jednak funduszy na utrzymanie już wpisanego do rejestru zabytków baraku w stanie zapobiegającym jego dalszemu rozkładowi. Dopiero w 2004 roku aktywiści z Prenzlau zebrali fundusze pozwalające na naprawę dachu, dzięki ich staraniom urządzono również dzień otwarty w baraku podczas, którego poruszano jego drugowojenną historię przedstawianą oczywiście w perspektywie działalności Nazistów, a nie Niemców w okresie II Wojny Światowej.

 Od lewej: zdjęcie grupowe dzieci przed barakiem "R" w dawnej kwaterze Birkenwald podczas letnich kolonii w 1953 roku. Na froncie dachu ganku widnieją zapisane gotykiem słowa "Kinderglück - Birkenhain", które można przetłumaczyć jako "Szczęście Dzieci - Birkenhain". Jest to nazwa organizowanych w NRD państwowych obozów dla dzieci, w tym wypadku ulokowanych na terenie leśnej osady Birkenhain (archiwum autora). Drugie zdjęcie natomiast przedstawia to samo miejsce po blisko 66 latach na fotografii mojego autorstwa wykonanej w styczniu 2019.

Spoglądając z dzisiejszej perspektywy na historię kwatery dowodzenia Birkenwald możemy stwierdzić, że miejsce to było całkowicie nietrafioną inwestycją SS. Nie jestem w stanie nawet w najmniejszym stopniu wyobrazić jakimi pobudkami kierował się Himmler gdy podejmował decyzję o budowie tej placówki w sytuacji kiedy z dnia na dzień front wschodni nieubłaganie przesuwał się w stronę Berlina i pomimo tego, że klęska Rzeszy powoli stawała się faktem. Wydane miliony Reichsmarek na użytkowane około pół roku baraki wraz całą infrastrukturą obozową nie zwróciły się nawet w najmniejszym stopniu, a paradoksalnie rozkazy wydawane w tym miejscu przez szefa Schutzstaffel okazywały się najmniej trafionymi w całej jego historii dowodzenia armią. Trzeba jednak przyznać, że przygotowanie kwatery dla załogi jej obsługującej nawet dziś zdaje się całkiem imponujące. Olbrzymich rozmiarów kompleks położony w leśnym zaciszu posiadający nawet takie udogodnienia jak sauna czy też kantyna w założeniu miały przyczynić się właśnie do czegoś wręcz odwrotnego niż to do czego doszło; czyli pokazu niekompetencji oraz serii podejmowania niewłaściwych decyzji prowadzących do klęski ówczesnych Niemiec. 

Jeden z kilku dawnych salonów znajdujących się w baraku Himmlera na terenie kwatery dowodzenia Birkenwald, stan na styczeń 2019.
  
Podobnie do tego jak dziwna była decyzje o budowie tego typu placówki w ostatnim roku wojny tak samo dziwne były losy tego miejsca już po 1945 roku. Już w XXI wieku suma pieniędzy pochodzących ze zbiórek publicznych oraz dotacji wyniosła już przynajmniej 17000 euro (dane za uckermaerkischer-geschichtsverein.de), co w przeliczeniu na złotówki daje około 73000 złotych. Prawdę mówiąc z tego co widziałem będąc na terenie dawnej kwatery Birkenwald w styczniu 2019 roku kwota ta jest nieadekwatna do stanu budynku. Co prawda zamontowano bramę, a teren otoczono płotem, przed laty miało również dojść do naprawy dachu jednak za te pieniądze można było by zrobić o wiele więcej. Nie chcę tutaj rzucać oskarżeń pod adresem osób opiekujących się tym barakiem jednak jeśli prace nad jego renowacją będą dalej postępować w takim tempie to być może już za kilka lat dojdzie do jego naturalnego zawalenia. Byłaby to oczywiście wielka strata zważywszy na fakt, że na terenie Niemiec miejsc odnoszących się do drugowojennej historii zachowanych w oryginalnym stanie jest już coraz mniej, a te które przetrwały do dziś zatraciły swój pierwotny charakter i już nie wspomina się o tym co rzeczywiście się tam znajdowało (chociażby zabudowania dawnego obozu koncentracyjnego Niederhagen przekształcone na budynki mieszkalne) lub urządzono w nich muzea przedstawiające po części zakłamaną wersję historii II Wojny Światowej. Jaki będzie dalszy los ostatniego baraku z kwatery Birkenwald? Dziś nie można tego jeszcze stwierdzić jednak jego przyszłość niezależnie od tego co się stanie rysuje się raczej w ciemnych barwach.

środa, 23 października 2019

Grzmiąca - małe kroki

Temat Grzmiącej poruszałem na tym blogu już dwukrotnie, pisałem o nim w kontekście tuneli kolejowych gdy rozważałem możliwości produkcji broni "V" w "Riese" o czym można przeczytać TUTAJ oraz kiedy w dość enigmatycznym tonie opisywałem wątek znajdującego się tam zbiornika wody na wzgórzu nr 139 (o czym natomiast przeczytasz w TYM miejscu). Do sprawy tej niezwykle interesującej miejscowości znajdującej się jakoby na uboczu "Olbrzyma" bo leżącej u stóp Gór Wałbrzyskich wracać będę jeszcze niejednokrotnie gdyż niejednokrotnie powracam do niej próbując zgłębić jej tajemnicę związaną z ciekawym ukształtowaniem terenu noszącym charakter prowadzenia tam prac ziemnych, przynajmniej jednym pewnym miejscem wyglądającym na zawaloną sztolnię, zbiornikiem wody znajdującym się jakby w zupełnie nieistotnym dla okolicy wzgórzu nr 139, tunelami kolejowymi czy też prawdopodobnym miejscem ulokowania obozu pracy na zboczu Sajdaka. Nie mniej ciekawa pozostaje również studnia z betonową obudową jaką można znaleźć trochę poniżej wspomnianego wzgórza ze zbiornikiem wody, a także szereg innych lokacji na jakie możemy trafić poruszając się w kierunku Rybnicy lub też w okolicach Piekielnego Gruntu. Próbując zgłębić to wszystko można odnieść wrażenie, że tak naprawdę stoimy w miejscu jednak gdy przypatrzymy się bliżej to tak nie jest, posuwamy się bardzo powoli do przodu jednak stawiamy bardzo małe kroki bo - używając tutaj metafory - grunt choć na pierwszy rzut oka wydaje się stabilny to tak naprawdę jest to tylko złudzenie gdyż w rzeczywistości jest bardzo zwodniczy i czasem potrafi wciągnąć jak bagno. Za jeden z takich przykładów świadczących o zwodniczości okolicy może posłużyć nasz wyjazd w listopadzie 2018 roku kiedy poświęciliśmy cały dzień na poszukiwania terenowe drugieg zbiornika wody znajdującego się w Grzmiącej jednak powyżej Piekielnego Gruntu. Pomimo olbrzymiego wręcz zmęczenia spowodowanego bardzo stromymi zboczami oraz nieprzerwanymi poszukiwaniami nie udało nam się na niego natrafić... no cóż, czasem tak bywa. Czasem jednak bywa również inaczej czego przykładem jest nasz wyjazd poszukiwawczy z września tego roku kiedy udało się przeprowadzić niewielką weryfikację terenową, która jednak pozwoliła na sprawdzenie kolejnego wątku związanego z Grzmiącą, a nam jako poszukiwaczom rozpaliła kolejną iskierkę nadziei na to, że nie wszystko jest tak oczywiste i łatwe do wyjaśnienia jak chcieliby niektórzy ludzie związani z "Riese".

 
Widoczny w oddali komin, powstałej jeszcze w XIX wieku fabryki przemysłu drzewnego jaka znajduje się do dzisiejszego dnia na terenie Grzmiącej (choć obecnie już nie funkcjonującej) widziany z perspektywy uregulowanego w tym miejscu koryta rzeki Rybnej. Stan na wrzesień 2019. 

Oczywiście zaraz mogą spaść na mnie gromy w związku z tym, że sugeruję iż "Riese" to nie tylko Góry Sowie ale również ta część Gór Wałbrzyskich gdzie znajduje się grzmiąca ale właśnie moim zdaniem tak jest - nazwa "Olbrzym" musiała w końcu do czegoś zobowiązywać. Być może się mylę dlatego nie traktuję tego jako prawdę objawioną tylko raczej jako moją teorię, którą w jakiś sposób wraz z moimi przyjaciółmi, z którymi wybieram się w te rejony staram się jakoś udowodnić składając w całość tę układankę no i właśnie tym razem - we wrześniu 2019 - udało nam się jeden puzel włożyć we właściwe miejsce. Nie jest tajemnicą, że poszukiwania związane z "Riese" należy z reguły rozpoczynać od wody - ten życiodajny składnik ma również olbrzymie znaczenie dla prac budowlanych czy też produkcyjnych jeśli założymy, że takowe się rozpoczęły dlatego właśnie obecność zbiornika wody na wzgórzu nr 139 jest dla mnie tak ekscytująca. Niestety jak do tej pory nie udało się określić w jakim kierunku mogły biec widoczne w znajdujących się tuż przy nim studzienkach rewizyjne rury dlatego temat ten intryguje. Pewnym jest, że zbiornik ten nie zasilał zakładów znanych obecnie pod nazwą "Nortech" jakie znajdują się poniżej jego od strony Głuszycy przy ul. Sienkiewicza. Jak można wywnioskować z penetracji terenowej jego okolic był on bardzo dobrze zasilany przez wodę gruntową o czym świadczy obecność przynajmniej 5 znanych mi studzienek w pobliżu niego, a także to, że nie ma przy nim żadnych namacalnych śladów po znajdującej się tam przed laty instalacji rur pozwalających na łączenie tych miejsc ze sobą. Co ciekawe wysnułem tutaj jednak pewne przypuszczenie, że ulokowanie właśnie na wzgórzu nr 139 zbiornika wody w mówiąc wprost bardzo bliskiej odległości od tego zakładu mogło być jakąś formą "zmylenia przeciwnika" bo po prostu jest to aż nazbyt oczywiste. Nie zmienia to jednak faktu, że zakład ten będący przed wojną przędzalnią wchodzącą w skład walimskiego przedsiębiorstwa "Hartmann und Wiesen" w okolicy 1943 stał się miejscem gdzie ulokowano więźniarki pracujące na rzecz III Rzeszy, a sama fabryka została zaadaptowana na potrzeby firmy Krupp. Co ciekawe w jego najbliższej okolicy powstały również istniejące do dziś baraki wykorzystywane już jako budynki mieszkalne, której jednak powstały jako rewir dla AL "Riese".

Dawna przędzalnia zakładów "Hartmann und Wiesen" (obecnie "Nortech") znajdująca się w Głuszycy przy ul. Sienkiewicza widziana ze zbocza za zakładem nieopodal wzgórza nr 139. Stan na wrzesień 2019. 

O ile kwestia dawnych zakładów "Hartmann und Wiesen" i zbiornika wody na wzgórzu nr 139 była dla mnie od zawsze jasna to gdy wyciągana była sprawa ewentualnego zasilania w wodę ze zbiornika dawnych zakładów przemysłu drzewnego w Głuszycy zaczynałem mieć wątpliwości. Z jednej strony zakład mógł do woli korzystać z wody jaką dostarczała rzeka Rybna przy której został zbudowany, a z drugiej kierunek studzienek rewizyjnych przy zbiorniku mógł wskazywać na to, że powstał on właśnie na potrzeby fabryki Glasserów - przedwojennych właścicieli obiektu w Grzmiącej. Nie zmienia to jednak faktu tego, że zbiornik ten powstał pomiędzy 1943, a 1945 i opieram się tutaj na ustaleniach Romualda Owczarka, które zamieścił w swej książce "Zagłada Riese" gdzie przytacza Niemieckie dokumenty świadczące o prowadzeniu bliżej nieokreślonych prac w Grzmiącej wykonywanych przez Organizację Todt w ostatnich dniach bytności Niemców na tych ziemiach, które łączę właśnie z tą niezwykle tajemniczą konstrukcją. Nie pozostało nic innego jak tylko zweryfikować tę sprawę w terenie czym zajęliśmy się właśnie podczas ostatniego wyjazdu poszukiwawczego we wrześniu. Ze względu na to, że niemożliwym jest ustalenie kierunku w jakim ustawione są rury w studzienkach rewizyjnych ze względu na ich całkowite zanieczyszczenie należało sprawdzić czy istnieje jakiś ślad po doprowadzeniu systemu rur do zakładu w Grzmiącej, w tym celu zdecydowaliśmy się na eksplorację kanału wodnego biegnącego pod fabryką, a także częściowego zbadania koryta rzeki Rybna pomiędzy Głuszycą, a Grzmiącą. Według naszych ustaleń to jedyne miejsce gdzie mogłyby się zachować jakiekolwiek ślady świadczące o połączeniu zbiornika wody z fabryką ponieważ nie ma możliwości aby na powierzchni biegł rurociąg ponieważ nie był on widoczny na zdjęciu lotniczym ze stycznia 1945, a ponadto nie zachowały się w terenie jakiekolwiek ślady mogące świadczyć o jego obecności.

Zakład w Grzmiącej widziany na zdjęciu lotniczym wykonanym po 1945 roku (archiwum autora).

Penetrację tunelu wodnego rozpoczęliśmy od strony torów kolejowych wychodząc dalej po drugiej stronie zakładu gdzie przeszliśmy następne kilkadziesiąt metrów w kierunku Głuszycy pozostając cały czas w korycie rzeki Rybna. Poza samymi ciekawymi walorami eksploracyjnymi, które niesie ze sobą tunel nie stwierdziliśmy jakichkolwiek śladów po obecności rur mogących świadczyć o poprowadzeniu w tym miejscu instalacji związanej ze zbiornikiem wody na wzgórzu nr 139 ale po kolei... Główny tunel na całej długości ma wysokość około 2 metrów (poza krótkim odcinkiem przy jego wylocie w kierunku Głuszycy jednak wysokość jest na tyle duża, że nie trzeba się jakoś specjalnie męczyć), szerokości około 5 metrów. Dno wyłożone jest kamieniami połączonymi za pomocą zaprawy murarskiej. W sklepieniu znajdują się otwory po studzienkach rewizyjnych, które musiały być wykorzystywane w okresie świetności funkcjonowanie zakładu, a będące dziś całkowicie niedrożne gdyż zostały zabite deskami. W poprzednim fragmencie wyraziłem się jednak nie dość precyzyjnie stwierdzając, że w tunelu nie ma żadnych rur - takowe w rzeczywistości się tam znajdują jednak są to typowe otwory drenażowe wykończone właśnie rurami jednak ich przeznaczenie było zgoła inne od tego związanego z zaopatrywaniem zakładu w wodę. Natrafiliśmy również na kilka rur u sklepienia tunelu, jednak oceniałbym je raczej jako ciepłownicze lub też kanalizacyjne. Uprzednio użyłem również określenia "główny tunel" i nie był to przypadek gdyż przy jego wylocie od strony Głuszycy znajduje się jeden, wąski korytarz boczny chwilami przypominający ten jaki biegnie pod Ludwikowicami Kłodzkimi, którego ujście znajdowało się na terenie zakładu jednak penetracja w całości nie była możliwa ze względu na jego celowe czy też naturalne zawalenie.

Dawne zakłady Spulenfabrik Arthur Gläser w Grzmiącej pod którymi biegnie opisywany tunel wodny - jedno z hipotetycznych miejsc, które mogło być zwiazane ze zbiornikiem wody na wzgórzu nr 139. Stan na wrzesień 2019.
 
W tunelu tym zachowało się również w dość nieciekawym stanie pomieszczenie boczne o nieznanym dziś przeznaczeniu, do którego można do dzisiejszego dnia wejść nie było to jednak jedyne tego typu miejsce. Na całej długości znajdowało się tam przynajmniej kilka wejść, które dziś są już niedostępne ze względu na ich zamurowanie. Po zakończeniu penetracji głównego tunelu wraz z jego boczną, mniejszą odnogą przystąpiliśmy do penetracji uregulowanego za pomocą wybetonowanego i obłożonego kamieniami rowu z licznymi różnicami w poziomie wysokości koryta rzeki Rybna w kierunku Głuszycy. Tutaj również nie natrafiliśmy na jakiekolwiek związki ze zbiornikiem wody. Byłoby to zresztą absurdalne no bo w jakim celu woda ze zbiornika na wzgórzu służącego również jako wieża ciśnień miałaby być spuszczana do koryta rzeki, można to również odnieść do spuszczania jej prosto do tunelu pod fabryką  co można skwitować w dwóch słowach - bez sensu. Trafiliśmy tam jednak na jedną stalową rurę o przekroju i łączeniach identycznych wręcz z tymi jakie były wykorzystywane choćby w małej przepompowni wody na Soboniu, która przecinała koryto rzeki jednak ze względu na obecność domów mieszkalnych powyżej nas wiązałbym ją raczej bezpośrednio z nimi.
 
 Od lewej: eksploracja koryta rzeki Rybna od wylotu z tunelu w kierunku Głuszycy (na zdjęciu kolega Marcin w trakcie przebijania się przez zwały śmieci leżących na dnie - w tym sensie również można użyć określenia "małe kroki") oraz przecinająca jej koryto już wspomniana w tekście rura. Stan na wrzesień 2019.
 
Ze względu na wspomniany powyżej brak sensu spuszczania wody pod ciśnieniem do koryta rzeki oraz na bardzo utrudnioną eksplorację koryta rzeki spowodowaną bardzo dużą ilością śmieci zalegających na jej dnie dalsza penetracja pozostawała bezcelowa. Udało się natomiast dzięki temu wyciągnąć pewne wnioski mogące świadczyć o tym, że również ten zakład nie mógł być zaopatrywany w wodę ze zbiornika na wzgórzu nr 139. Zachęcam w tym momencie do zapoznania się z wyglądem głównego tunelu wodnego pod dawną fabryką Gläserów, którego zdjęcia zamieszczam poniżej.


Od góry z lewej: główny tunel wodny pod zakładem w Grzmiącej; jedyne dostępne boczne pomieszczenie o nieznanym przeznaczeniu, do którego można dostać się z tunelu; jedna z bocznych rur odwadniających na jaką można trafić w tunelu wodnym; wejście do tunelu wodnego od strony Głuszycy. Stan na wrzesień 2019.

Poniżej zamieszczam również zdjęcia poglądowe bocznego tunelu, do którego można dostać się od strony wejścia z głównego tunelu w kierunku Głuszycy.


Od góry z lewej: boczny tunel w przeciwieństwie do głównego nie biegnie na wprost, a w pewnym momencie zakręca; poddane silnej erozji betonowe dno bocznego tunelu; wyjście z tunelu bocznego do głównego; zawalony wylot z bocznego tunelu. Stan na wrzesień 2019.

Choć przeprowadzona weryfikacja terenowa nie dała jakiegoś sensacyjnego odkrycia ani nie doprowadziła do osiągnięcia jakichś przełomowych wniosków to pozwoliła rozwiać kolejne wątpliwości związane z tajemnicami tej leżącej na uboczy "Riese" miejscowości Grzmiąca. Przede wszystkim mam już w tym momencie pewność, że zarówno zakłady znane dziś pod nazwą "Nortech" w Głuszycy ani właśnie dawna fabryka z Grzmiącej nie mogły być zasilane przez zbiornik wody na wzgórzu nr 139. Zweryfikować należy jeszcze jeden fakt dotyczący ewentualnego zasilania przez niego ulokowanego poniżej, w Głuszycy rewiru dla więźniów z AL "Riese" jednak przypuszczam, że ze względu na brak jakiejkolwiek infrastruktury w postaci studzienek rewizyjnych na linii zbiornik wody - dawny rewir czy też śladów po ewentualnym wodociągu biegnącym na powierzchni wnioski wydają się być nawet na tę chwilę oczywiste. Nie wydaje mi się również aby Niemcy dla ludzi przebywających na terenie rewiru budowali tak kosztowne udogodnienia w postaci zbiornika wody na szczycie góry, a ponadto musiał być on podłączony do miejskiej sieci wodociągowej.

Wzgórze nr 139 widziane na niemieckim zdjęciu lotniczym ze stycznia 1945 roku, w górnej części zdjęcia widoczne są znajdujące się do dzisiejszego dnia zabudowania przy ul. Turystycznej. Warto zwrócić uwagę również na fakt silnego zalesienia wzgórza mogącego świadczyć o pracach mających na celu zamaskowanie znajdującego się tam obiektu (archiwum autora).  
 
Cały czas pozostaje jednak niewyjaśnione przeznaczenia zbiornika wody na wzgórzu nr 139 choć właśnie te studzienki rewizyjne ulokowane tuż obok niego dość sugestywnie skierowane są w stronę Sajdaka - miejsca dookoła, którego można po dziś dzień odnaleźć wiele śladów po prowadzonych tam pracach ziemnych w postaci hałd urobku, zawalonej sztolni czy też tzw. "znikającego szybu" widocznego na zdjęciu lotniczym ze stycznia 1945. Czy kiedyś uda się nam rozwiązać zagadkę tego miejsca? Mam nadzieję, że tak choć właśnie wydaje mi się, że w przypadku Grzmiącej nic nie jest tak oczywiste jak mogłoby się wydawać na pierwszy rzut oka.