Dziś miało być coś bardziej konstruktywnego jednak ostatnie cztery dni w "Riese" były na tyle intensywne, że trudno do dziś zebrać myśli. Było ciężko, około 30 kilometrów na piechotę, głównie w palącym wiosennym słońcu jednak jednocześnie czas spędzony na Dolnym Śląsku był najwspanialszy od początku tego roku. Oczywiście przed wyruszeniem w drogę należy zebrać drużynę... nie wróć. Przed wyruszeniem w drogę jak zwykle w wyobraźni już udawało mi się rozwiązać zagadkę tego kompleksu jednak rzeczywistość wszystko zweryfikowała i jak zwykle wróciłem wiedząc jeszcze mniej niż przed wyjazdem. W ramach usystematyzowania ostatnich dni przedstawiam poniżej miejsca jakim udało mi się przyjrzeć dzięki którym zdobyłem cenne doświadczenie oraz pogłębiłem swoją wiedzę.
Dzień 1, czwartek:
- tajemniczy dom ze studnią w Walimiu
- Silberloch
- ujęcie wody po drugiej stronie Wielkiej Sowy
- góra Kamienna oraz Ludwikowice Kłodzkie / Miłków
Za Wielką Sową w stronę Ludwikowic Kłodzkich. (fot. Jakub Pomezański)
Dzień 2, piątek:
- kompleks Soboń (obiekty naziemne)
- kompleks Jawornik (wybrana sztolnia oraz obiekty naziemne)
Sztolnia Jawornika. (fot. Jakub Pomezański)
Dzień 3, sobota:
- okolice Sajdaka
- Ludwikowice Kłodzkie / Miłków ciąg dalszy
Jedna z ciekawszych betonowych konstrukcji u stóp góry Kamiennej. (fot. Jakub Pomezański)
Dzień 4, niedziela:
- koszary SS pod Włodarzem
- kamieniołom w Głuszycy
- Gross-Rosen
Jeden ze zniszczonych budynków na terenie koszar SS. (fot. Jakub Pomezański)
Plan wyjazdu był oczywiście zupełnie inny jednak magnetyzm Ludwikowic Kłodzkich jak zwykle zwyciężył. We wstępie wspomniałem o wielkich planach odkrycia tajemnicy "Riese" jednak czasem jest tak, że zamiast tego trafia się na śmietniczek. I to dosłownie.
Znaleziony poniemiecki śmietnik. (fot. Jakub Pomezański)
Już niebawem kilka relacji z wyprawy, spostrzeżeń oraz uwag na temat ostatniego wyjazdu. Teraz wracam do zbierania myśli, analizowania zdjęć i codzienności.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz